Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Produkcje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Produkcje. Pokaż wszystkie posty

4 lipca 2008

Dzielnice zbrodni

To był ciężki dzień dla policji... Kolejne morderstwo, a okoliczności nie podsuwają żadnych pomysłów i co, do cholery, może być dobrym tropem w zagraconym warsztacie? Dwóch śledczych głowi się nad tą zagadką, gdy nagle...

Swieżuteński klip tygodnia od Ambasady Pictures, który zmrozi wam krew w żyłach w to upalne lato. Specjalnie dla was, a więc zabierać się do ogladania :)

28 maja 2008

The Duckling

Lads and gents!
Cytując Marilyna Mansona "I bring you! [guitar solo]", ogłaszam wszem i wobec, że Ambasada powraca!
A wracamy w naszym stylu. "The Duckling" zdobył w naszym kręgu statuetki
-"Zagrożenia dla stabilności psychicznej 2008",
-"First ingrish film 2008"
-"Krogul, jesteś pojebany 2008"

Ponadto, Radziowi indywidualnie przyznaję nagrodę "Przyjaciela sufitu 2008" i dziękuję mu w tym miejscu za cierpliwość jaką nam nierzadko okazuje :).

No, tyle nominacji, zapraszam do oglądania!

20 stycznia 2008

LOST

Ot i mnie nareszcie przyszło zapodać wam nowy klip tygodnia Ambasady Pictures. W końcu jakiś udokumentowany wkład w rozwój, bo zazwyczaj moja praca pozostaje dla was niezauważalna. Ale mnie wystarcza to, że El Ambasadore będzie mnie czasem spotykał w swoich koszmarach i jego okrzyk: "Kurwa... Kreciu!", gdy po raz kolejny marudzę na montaż :)

A teraz...

Znacie pewnie ten tekst powtarzany wam przy każdej okazji przez stewardessy i pilotów wycieczek, by pamiętać o zabraniu swoich bagaży? Na planie filmowym też może coś zostać... Może nawet... ktoś?

13 stycznia 2008

The Dark Side

Witam!
Dzisiaj Ambasada Pictures ma zaszczyt przedstawić czwarty film z serii "Clip of the week" pod tytułem:
"The Dark Side"




Zapraszam do komentowania, oceniania i subskrybowania:)

30 grudnia 2007

Tendej

Bry!


Mimo, że to mój pierwszy post na Ambasadoblogu to w udziale przypadł mi zaszczyt premiery kolejnej produkcji, która wyszła spod naszych koślawych łap. Zakorzeniony mi przez autorytety dziennikarskie pokroju Grzegorza Jankowskiego, Jerzego Urbana czy Ewy Sołowiej szacunek do czytelnika i wrodzona skromność nie pozwalają mi rozwodzić się nad samym sobą, więc wbrew tradycjom bloga nie przedstawię się i nie napiszę nic o sobie. Na pewno nie teraz.


Więc...

3

2

1

i...


Poszło!



Ambasada Pikczers


ma zaszczyt


przedstawić kolejny film z serii "Klip of de łik"


o tytule niepokojącym bardziej niż ręka obcej osoby w Twoich majtkach, głębszym niż odbyt Johana Paulika i tak prowokującym jak białe kozaczki:



" Tendej "






Ps. Autografy dajemy tylko na biustach i pośladkach.

16 grudnia 2007

Gitara

Witam!
Dzisiaj Ambasada Pictures ma zaszczyt przedstawić pierwszy film z serii "Clip of the week" pod tytułem:
"Gitara".


9 grudnia 2007

Ciemność

Panie i Panowie!
Ambasad Pictures ma zaszczyt przedstawić swoją najnowszą produkcję pod tytułem:
Ciemność








8 grudnia 2007

11:23

Pamiętasz biblijną przypowieść o talentach? Na pewno... Nie, 11:23 nie jest ekranizacją opowieści Jezusa!:)Jednak patrząc głębiej można doszukać się pewnego delikatnego powiązania z historią służących. Według powszechnej opinii każdy ma jakiś talent: ktoś potrafi przejechać na jednym kole do Barcelony i z powrotem wcinając przy tym Marsa, ktoś inny może zapamiętać każdą rozkładówkę Playboya, a później namalować dowolną miss, jeszcze inni potrafią wymasterować rekord w Tony'ego Hawka... Nie ma ludzi bez talentu, musisz tylko odszukać swój. Decyzję, co z nim zrobisz pozostawiam Tobie. Możesz go olać, pomnożyć czy zmarnować. Ale co, jeśli szukasz i nie możesz znaleźć rzeczy która wydaję Ci się niezbędna? Co zrobisz kiedy otrzymasz dar, cząstkę Boga. W jaki sposób ją wykorzystasz? Na te pytania staramy się odpowiedzieć właśnie w 11:23. Zapraszam dalej! Zenon, goście czekają, proś do salonu...

Tak, Zenon w jakieś 2 lata temu zaprosiłby Was rzeczywiście do salonu ale dzisiaj jestem zdania, że zaprowadziłby was do piwnicy. Dlaczego? Oglądając film, który znajdzie się parę linijek niżej, można naprawdę się zastanowić nad sensem istnienia naszej wytwórni. "Bieda z masakrą jak ruska łada": od zdjęć, poprzez wykonanie, kończąc na fabule, której nie rozumiał dosłownie nikt. Na potwierdzenie napiszę, że kiedy zaniosłem film do Kristoffa żeby go obejrzeć, w połowie seansu nacisnęliśmy spację, wymownie na siebie popatrzyliśmy i padło wtedy pytanie: "O co w tym filmie chodzi?" Rozumiecie? Ojcowie, twórcy tego bękarta zastanawiają się czym on jest:D Ok, odstawiam narazie refleksję. Skupimy się na historii. Radek pamiętasz może jak to się wszystko zaczęło?

Wnuczek_Belzebuba:
Oj, cała historia 11:23 jest zakręcona jak słoik dżemu i pewnie spisując historię jej powstania zapomnimy o mnie lub bardziej ważnych faktach.

Wszystko zaczęło się od regulaminu konkursu na etiudę filmową, który El Ambasadore dostał od Justyny. Oczywiście postanowiliśmy wziąć udział w tej imprezie. Bartka oświeciło (pewnie na kiblu) i napisał pierwszą wersję scenariusza (w ogólnym rozrachunku to były chyba 4). Jednak brakowało nam ludzi i porzuciliśmy realizację filmu. Na szczęście wkrótce na horyzoncie pojawił się Kristoff (ostatni film), a wraz z nim Boy (pierwszy film). Doszło do kilku spotkań, na których mnie osobiście nie było.
W tym momencie pałeczkę przekazuję Bartłomiejowi, aby napisał coś na temat spotkań...

El Ambasadore:
Ej ej ej Ty! Zapomniałeś o tym, że to była największa zima stulecia wtedy (przesadzam) i to ostro nam się udzieliła. W jaki sposób? Proste: wiem że trudno Wam w to uwierzyć, ale naprawdę grubo się zastanawialiśmy czy rzeczywiście chcemy nakręcić jakikolwiek film....Depresja, czy jak to tam nazwiecie. Mieliśmy już wtedy kamerę którą Radzio wyżebrał od kogoś ze znajomych/rodziny ale nikt nie chciał z nami nagrywać:/ Doszło do tego, że R zapytał: "Bartek, my kręcimy ten film czy nie", a ja westchnąłem i odpowiedziałem: "Nie wiem, Radek"
Dobra kończę te pierdoły bo mi się wywraca jelito na druga stronę...Przechodzę do treści!
Jak wspomniałem sama historia 11:23 to chore gówno wymieszane z granulatem...:) Tak powstawało wiele wersji skryptu... mało tego, opowieść o 11:23 nie skończy się kiedy nacisnę "Zapisz teraz", ona trwała, trwa i jeszcze trochę się z nią pomęczycie. A dlaczego? Czytajcie dalej!:)
Radzio z racji że nie miał wypranego mózgu, to nie chodził na nasze (Ja+Boy+Kris) spotkania, które były suto zakrapiane... kawą. Mówię Wam, jak raz strzeliliśmy sobie taką "neskafe" to do którejś tam w nocy nie spaliśmy (Boy chyba do 3), a same rozmowy o filmie przemieniły się w festiwal słownych karabinów maszynowych, orgie chodzenia po ścianach i walkę na spojrzenia. Było gęsto! Co z tego wyszło? Chyba po drugim piątkowym spotkaniu, kiedy już pojawiały się tematy typu: "A Ty co będziesz robił, jak będziesz już impotentem?". Kiedy mieliśmy już dość "neskafe" we krwi, postanowiliśmy, że czas wrócić do domów. Jak się skończyła ta posiadówa? Ja grałem w Harvest Moon na PSX do 1 AM, Boy ciorał do 3 AM w NFS:U2 a Kristoff...Kristoff napisał scenariusz, który był może bardziej szkicem. Wiem jedno, to co napisał niszczyło sutki i gniotło śledzionę:D Kolejne godziny mijały nam na pisaniu kolejnych modyfikacji skryptu. Skończyło się na decyzji, że ja to wszystko spiszę. Powstał scenariusz, nad którym też dyskutowaliśmy. (Boy naśmiewał się z jednego z moich monologów, co pewnie będzie robił do końca świata). W międzyczasie udało się znowu pożyczyć kamerę, która pomogła nam w realizacji "Radomska". Mogliśmy zaczynać. Mieliśmy:
  • scenariusz
  • 4 chłopa
  • kamerę
  • nie wiem może jakiś święty obrazek w szufladzie:D

Radzio;
(Radzio śpi:D)

Hmmm, no dobra, to może opowiem już ja:) Tak jak wspomniałem, mogliśmy nagrywać. Wbiliśmy się w garniaki, poprzesuwaliśmy meble w gościnnym pokoju tak żeby była widoczna tylko ściana, lampka i 2(słownie: dwa) fotele. Kristoff miał zrobić zdjęcia, ja miałem zagrać niejakiego XXX Boy Szatana, a Radzio? Radzio tylko siedział ze scenariuszem i mówił nam, co mamy mówić (tak, żaden z nas nie znał tekstu...) Mieliśmy jeszcze jeden genialny plan: chcieliśmy wszystko nakręcić jednego dnia. Co się nie udało? Generalnie wszystko tak naprawdę sprowadzało się do ciągłego żartowania (ja+Boy) oraz do nieustających wrzasków Radzia i Kristoffa, w których zawierali takie tezy jak: "Chłopaki, kończcie już bo muszę do domu już iść" albo "Nagrywamy bo już dłużej z tą kamerą nie wytrzymam" Jak widzicie było dosyć wesoło. Z racji, że to był był najprawdopodobniej wtorek i wszyscy mieliśmy czas w czwartek postanowiliśmy, że umówimy się na ten właśnie dzień żeby dograć zdjęcia. Oczywiście grubo podjarany pierwszymi zdjęciami do filmu od razu dokonałem dzieła "zrzucania" materiału na mój HDD. Pewnie się domyślacie, że i tym razem niezawodny był zestaw kaseta+wideo+tuner TV. Wszystko byłoby super gdyby nie fakt, że zdjęcia oceniłem na 2 (słownie: dwóję). Dlaczego? Ehm jakoś nie cieszył mnie widok gniazdka, kabli od kamery i kapci w kadrze. Rozumiecie co mam na myśli. Następny dzień zdjęciowy to był...nie wiem mam luki w pamięci (wiem, podawałem datę wcześniej ale teraz nie jestem pewny:))
Przyszedł czas na plener. Na początku mieliśmy się spotkać wszyscy u Kristoffa. Przybyłem na spotkanie punktualnie, Boy siedział już wcześniej. Brakowało czwartego elementu: Radzia. Kiedy wspomniana wyżej osoba przybyła, okazało się że z jakiś powodów nie może wejść do mieszkania... Radzio wybrał się na wycieczkę do Championa. Dodam, że była to wyprawa niemal ekstremalna. Czwarty element z tego co pamiętam był ubrany chyba w 3 bluzy naraz, jakąś dziwną czapę i do tego założył skórę z lat 80. Macie pełny obraz. Później okazało się, że strój Radosława za bardzo nie odbiega od normy kiedy porównamy z moim ubiorem:D Ubrałem się w skórę rodem z Matrixa, do tego dołożyłem neseser w którym spokojnie można by przemycić rękę samego szatana, dołączyłem gustowny golfik i spodnie z dziurą na tyłku, pełen profesjonalizm.
Udaliśmy się na plan, czytaj centrum handlowe przy Piastowskiej. Wybraliśmy późną godzinę, żeby nikt nie musiał oglądać naszych zakazanych eksperymentów. Tym wyborem trafiliśmy w samo sedno, do towarzystwa mieliśmy tylko stróża, który patrzył na nas dziwnie, ale nie przeszkadzał w realizacji tak cudownego projektu jak 11:23. Ustawiliśmy się, położyliśmy plecaki, mieliśmy się wymienić ubraniami i wtedy pojawił się motyw, który jest trudno zapomnieć. Kiedy Radzio miał zdjąć swoją skórę i założyć moją stwierdził, że się nie rozbierze! Dziwne! Twierdził że się przeziębi i takie tam. Po długich namowach Radosław zdecydował się obnażyć (no, może przesadzam) i naszym oczom ukazała się super modna "KOSZULA DRWALA"! Mamy tutaj do czynienia z okryciem ciała wykonanym z nie wiem czego oraz ubarwiony czarnymi paskami które tworzą kwadraty. Od tego czasu kiedy mówię Boyowi, że na jakiejś imprezie będzie Radzio i że będzie fajnie...Boy nie pyta o nic innego, tylko o to, czy Radzio założy koszulę drwala. (Wybacz Radziu!:D)
OK, ale przejdźmy do konkretów. Jesteśmy na "planie", kręcimy scenę. Pojawiają się ciągle jakieś nowe pomysły, wśród których nie zabrakło idei, jako że XXX jest tatą szatana. Stanęło na tym, że Boy oprze się o ścianę i będzie udawał jakiegoś żula. No to udawał. Miał nawet swoje "toboły". O co chodzi? W jednym ujęciu widać właśnie Boya a obok niego...taaak nasze plecaki z którymi zawędrowaliśmy na miejsce:) Miło. Oczywiście byliśmy tego zupełnie nieświadomi, bo po co?!:D
Następnie mieliśmy w planie podróż do mojego domu, który na jakieś 2 godziny miał się stać planem filmowym:) Postanowiliśmy, że kupimy jeszcze jeden rekwizyt w Zorzy. Teraz wyobraźcie sobie taką sytuację. Czterech gości wbija po zmierzchu do sklepu, wyglądają jakby w latach 80 ktoś wymyślił wehikuł czasu i przeniósł się w czasy nam obecne i do tego kupują worek na śmieci. Nietęgich min pań kasjerek nie trzeba tłumaczyć. Dodatkowo chyba je dobiłem, kiedy podniosłem neseser i położyłem go na jednej z zamrażarek, otworzyłem i odszukałem pieniądze, którymi zapłaciłem za worek. Po co nam worek na śmieci? Po to, żeby przykryć mojego trupa w kuchni. Wbrew pozorom stworzenie "folii koronera" nie było takie trudne-wystarczyło pociąć i posklejać kawałki. Finito!
Ale wróćmy do naszej podróży. Idziemy Targową. Przechodzimy obok parku, ciemno, pada deszcz, śnieg na ulicach. Grupa czterach, dość dziwnie wyglądających gości (my). Wiem, zakrawa o fragment scenariusza z gwałcicielami w rolach głównych... Nagle za plecami zauważamy jakiegoś chłopaka. Idze sam. W przypływie do mózgów substancji o nazwie książkowej "bania" postanawiamy zabawić się kosztem samotnika. No i wiecie, akcja typu rzucamy "kurwami" i "jebami", kątem oka widzimy, że chłopak przyspiesza. Do tego jeszcze wyciągnąłem z płaszcza klucz. Klucz ma to do siebie, że kiedy go ocieramy o siatkę to wydaje charakterystyczny dźwięk. Chłopak nas mija, nagle dostaje takiego speeda, że w mgnieniu oka znika z horyzontu. Obstawiam, że było to największe przeżycie wspomnianego gościa tego wieczoru. (Jeśli to czyta, niech się przyzna...). Później udaliśmy się na małe "odcedzanie kartofelków" do parku, nie zabrakło tekstów Boya, w których co chwilę informował nas ile się płaci za deptanie trawy, ekshibicjonizm i oddawanie moczu na drzewa w miejscu publicznym. Wróciliśmy do naszej wyprawy. W końcu przy użyciu teleportera o nazwie Łada przedostaliśmy się do przybytku rozpusty i grzechu czyli mojego domu. Oczywiście tak łatwo nie wystartowaliśmy. Nie obyło się bez dzikich harców przy dźwiękach przebojów lat 80 i szukania "sierściucha" w spodniach:)
Na planie, kiedy Boy i ja byliśmy gotowi(15 minutowe zabiegi w łazience) mogliśmy kręcić wszystkie sceny, których akcja rozgrywała się w pomieszczeniu. Przydał się tutaj pokój gościnny i kuchnia. Najlepsze momenty to te, kiedy scenę 2 minutową nagrywamy w 1h i kiedy gram trupa ze wzwodem:) Nie tracąc kończyn udało nam się dotrwać do ostatniego "klapsa".
Nadszedł czas na zrzucenie tego shitu na dysk oraz montaż. Teraz myślę, że połączenie mojej osoby z Movie Makerem nie było dobrym pomysłem, ale... wtedy myślałem inaczej. Zaczęło się. Setki godzin przed monitorem, hektolitry kawy, tona pizzy przyjęta na klatę; wszystko to przeżyłem, żeby tylko zmontować 11:23.

Później dokonaliśmy okładki na edycje z dwoma CD dedykowaną dla ludzi ze statusem VIP (FILM+KOZY Z PLANU) oraz oddaliśmy nasz film w ręce pani Kędry. No i czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy.
W końcu nadszedł nasz wielki dzień, ogłoszenie wyników. Pełni napięcia, oczekiwaliśmy na oficjalny werdykt. Powiem wam tylko jedno, kiedy nie słyszysz tytułu swojego filmu po tekście typu: "najlepszy film" czujesz ulgę i rozczarowanie, wszystko zwalnia, patrzysz na kompana, który też ma efekt bullet time, obserwujesz otoczenie. A kiedy słyszysz Ambasada Pictures i wbiegasz na scenę, czujesz... hmmm, no nie wiem co. To tak, jakbyś teraz zamknął oczy i obudził się podczas lądowania na plaży Omaha. Szok!
Uwaga; nagrody:
  • Zajączek z czekolady z Lidla, który robił za statuetkę
  • Kolekcja 3 filmów Jima Jarmuscha (żebyście się nie ślinili nie podam tytułów)
  • Talon na pizze w Castteli (jakkolwiek należy to napisać:D)
  • Najlepsze! Talon na nie wiem; 30 zł na jakieś ubranie z Plusa. :)

Nieźle nie? Wiem, wiem, wymiatamy:) Może było coś jeszcze ale teraz zapomniałem, jeśli ta rzecz to czyta, niech mi wybaczy...
Co się stało z nagrodami? Filmy od razu z Kristoffem obejrzeliśmy, pizze zeżarliśmy (Boy+Kris+ja), Radzio poszalał w Plusie za 30 zł. A co się stało z królikiem? Hmmm...

Zapomniałem. Jeszcze podczas samych Dni Kina pani Kędra załatwiła jakiemuś dziennikarzowi z radia wywiad ze mną:) Tak naprawdę to było inaczej, ale ładnie wygląda, nie?
Oka co było po tym? Wiecie lans, bounce i dziwki! Nie, tak nie było, były tylko pytania "Pani Berty":D, o których wolę nie pisać bo mogą kogoś ośmieszyć...

Tu mógłbym skończyć, ale u nas nic się tak łatwo nie kończy:)
Po tym co nagraliśmy, czuliśmy niedosyt, kombinowaliśmy, walczyliśmy ze sobą, powstawały kolejne, nowsze wersje, które wydawały się bardziej rozwinięte, lepsze. W następnym poście bedziecie mogli oblookać jeden ze scenariuszy który wysyłałem na pewne forum filmowe...

Radzio:
Tak wyspałem się, ogoliłem, pościeliłem łóżko teraz mogę coś dodać od siebie :P

Bartku oczywiście, że Ci wybaczam "Koszulę Drwala" XD
Koszula wykonana jest z grubego polaru. Czapkę miałem normalną i nie trzy koszule tylko dwie :P

Co do nagród to były dwa talony jedne zwędziłem ja, a drugi poszedł chyba do Kristoffa.

24 listopada 2007

Radomsko



El Ambasadore:
Witam w kolejnym odcinku naszego fenomenalnego show! Dzisiaj dowiecie się jak wyglądały nasze prace nad "Radomskiem", jaki burdel i gdzie zrobiliśmy oraz co z tego mieliśmy/mamy. "Radomsko" jakby nie patrzeć nie jest filmem fabularnym, czyli ciągle kontynuujemy "nurt dokumentalny" Ambasady. Tym "żywym obrazem" żegnamy się z szeroko pojętymi dokumentami i wkraczamy w sferę filmów fabularnych. A jak wygląda teraz nasza przyszłość biorąc pod uwagę tę dziedzinę kinematografii? Powiem wprost: najprawdopodobniej nie zrobimy już dokumentu. Piszę tak ponieważ dostałem niedawno propozycję od jednego z moich dobrych kumpli żeby stworzyć film w którym pokazalibyśmy jak wygląda radomszczańska scena hip-hopowa. Rozważam tę kwestię tylko dlatego że w dużym stopniu ten charakterystyczny rodzaj muzyki jest bliski mojemu sercu:) Nie mówię też że nie można zrobić dobrego filmu dokumentalnego o tym co dzieje się w naszym mieście... można tylko trzeba się naprawdę dużo napracować, szukając tematu a później realizując go. Tak więc zostajemy przy produkcjach fabularnych.(Nad którymi też trzeba się napracować) Biorąc też pod uwagę to że poprzednie produkcje nie miały za dużo do powiedzenia to akurat "Radomsko" można już gdzieś pokazać i nie zakładać w trakcie projekcji papierowej torby żeby nikt z oglądających Cię nie pozna:P
Przechodzę do sedna.

"Radomsko" tak naprawdę jest pracą domową. Projekt wypełnia zadanie powierzone nam na jednej z lekcji Wiedzy o Kulturze. Dokładnie tematu nie pamiętam ale wiem że mieliśmy no właśnie co? Radziu?

Wnuczek_Belzebuba:
Mieliśmy na pewno aparat Kristoffa i pomysł oryginalnego wykonania tej pracy domowej. Pamiętam też, że później pracowaliśmy na wypożyczonym sprzęcie, bo nie ma co ukrywać obraz z fotocykadełka był słabej jakości. Wbrew pozorom trochę nad tym filmikiem roboty było, a pogoda wcale nam nie pomagała. Było zimno, a jednego dnia spadł śnieg, baterie długo nie wytrzymywał, buty przesiąkały, a kurteczki nie ogrzewały wystarczająco. Po zakończeniu nieźle się z Ambasadorem pochorowaliśmy, ale efekt był zadowalający.

Aha i najważniejsze był to mój pierwszy film zrobiony z Ambasadą :)


El Ambasadore:
Tak to był jego pierwszy film zrobiony właśnie dla Ambasady. Po tym dokumencie Radek trafił na stałe na listę płac naszej skromnej wytwórni. Co właściwie umie/robi? Wszystko po trochu, ale najważniejsze że robi to z pasją, ale wróćmy do "Radomska". Tak, było zimno. Pamiętam jakby to było wczoraj. Śnieg, zimno i gdzieś w tym wszystkim Andrzej... Pierwsze zdjęcia robiliśmy 11 listopada, nagraliśmy prawie wszystko tego dnia. Chociaż nie obyło się bez dużego trudu o którym pisaliśmy. Kiedy już niby wszystko było nagrane na HP brata pojawiła się myśl mojej mamy żeby pożyczyć kamerę od jej znajomej z pracy. Wiem że był to Panasonic na taśmę, czyli nie obyło się się zgrywania materiału z wideo co było po prostu straszne(w porównaniu z tym co mamy teraz)! Mniejsza, wiem że kiedy zarobię pierwszy milion kupię tej kobiecie najlepszą kamerę dla amatorów. Kiedy miałem ją pierwszy raz w ręce poczułem się jak dziecko które dostaje długo oczekiwanego cukierka. Po prostu coś cudownego, odnalezienie świadomości i proroctwo Nostradamusa jednym. Poczułem w tym jakąś magię...

Kamera oznaczała, że koniecznie musimy nagrać wszystko od początku. Dokładnie tak zrobiliśmy...Dzięki spec-umiejętnościom Krogula i AT mogliśmy nagrać materiał w muzeum u lamberta czy u franciszkanów. Wszystko pięknie. Wystarczało to zrzucić. Kiedy ja po nocach importowałem źródło na twardy dysk, Radzio za dnia nagrywał off...

Wnuczek_Belzebuba:
...a że Radzio był lektorem w kościele to nagranie jest bardzo monotonne i w wersji żałobnej. Tekst napisali dla nas autorzy albumu poświęconego Radomsku. Co do ponownego nagrywania to prawie całe mnie ominęło, z przyczyn zdrowotnych, miałem ustawioną na ten dzień wizytę w szpitalu. Pamiętam, że widziałem ekipę na placu 3 maja jak nagrywali Lambert zresztą oni mnie także dostrzegli. :)

Aaaa i jeszcze 11 listopada polowaliśmy na chleb dla Ambasadora :P

Kto próbował kupić kiedyś chleb w jakieś święto doskonale zna ten ból.
Radzio tak jak wspomniał nagrywał pogrzebowym tonem wszystkie teksty a ja przechodziłem w tym czasie drogę przez mękę podczas montażu. Jak się w przyszłości okaże swego rodzaju drogę krzyżową zawsze będę przeżywał podczas montażu:) Korzystałem wtedy z Windows Movie Maker z racji że nie znałem niczego innego (o posiadaniu i umiejętności obsługi nie piszę). Obraz zgrywany z wideo poprzez "pożyczoną" kartę telewizyjną , przeplatany moimi szalonym wstawkami montażowymi, z podkładem na który składał się monotonny głos Radzia oraz kawałki z OST Halo, niewątpliwie miał swój urok...Tak się robi filmy w Ambasadzie. Film pomimo niedopracowania spodobał się a Radziu do dzisiaj wspomina z wielkim sentymentem tę produkcje...
Aaaa zapomniałem dodać, że wraz z filmem pojawił się bonus nagrany nagle i niespodziewanie w moim pokoju (ładne stateczki miałem na ścianach, prawda?), sprawił nam niezłą frajdę. Totalny spontan i pełna improwizacja. Piosenka, którą słyszycie towarzyszyła nam przez cały pierwszy semestr. (El Ambasadore pamiętasz jak pewnego, pięknego dnia nuciliśmy ją w oknie na korytarzu, a na dole przechodziła sama profesor Klekowska xD.) To nagranie było zwyczajnym wygłupem, dopiero 11:23 przyniosła ze sobą prawdziwe "kfiatki" godne miana bonusu.


El Ambasadore
Wygłup? Co Ty to dzięki temu filmikowi staliśmy się sławni, pół szkoły chodziło i nuciło wooo hooo woo hooo hooo... Radomsko było tylko bonusem do Bonusu, naprawdę to ten dodatek wypromował film(dla niekumatych żartuję:D)


Radomsko
Udział:
Bartłomiej Żarek
Radosław Stawowy
Bartłomiej Krogulec
Andrzej Tatara

Montaż:
Bartłomiej Żarek, Windows Movie Maker

Zdjęcia:
Bartłomiej Żarek

Czas produkcji:
1 tydzień

Nagrody:
Satysfakcja:)