Tak, Zenon w jakieś 2 lata temu zaprosiłby Was rzeczywiście do salonu ale dzisiaj jestem zdania, że zaprowadziłby was do piwnicy. Dlaczego? Oglądając film, który znajdzie się parę linijek niżej, można naprawdę się zastanowić nad sensem istnienia naszej wytwórni. "Bieda z masakrą jak ruska łada": od zdjęć, poprzez wykonanie, kończąc na fabule, której nie rozumiał dosłownie nikt. Na potwierdzenie napiszę, że kiedy zaniosłem film do Kristoffa żeby go obejrzeć, w połowie seansu nacisnęliśmy spację, wymownie na siebie popatrzyliśmy i padło wtedy pytanie: "O co w tym filmie chodzi?" Rozumiecie? Ojcowie, twórcy tego bękarta zastanawiają się czym on jest:D Ok, odstawiam narazie refleksję. Skupimy się na historii. Radek pamiętasz może jak to się wszystko zaczęło?
Wnuczek_Belzebuba:
Oj, cała historia 11:23 jest zakręcona jak słoik dżemu i pewnie spisując historię jej powstania zapomnimy o mnie lub bardziej ważnych faktach.
Wszystko zaczęło się od regulaminu konkursu na etiudę filmową, który El Ambasadore dostał od Justyny. Oczywiście postanowiliśmy wziąć udział w tej imprezie. Bartka oświeciło (pewnie na kiblu) i napisał pierwszą wersję scenariusza (w ogólnym rozrachunku to były chyba 4). Jednak brakowało nam ludzi i porzuciliśmy realizację filmu. Na szczęście wkrótce na horyzoncie pojawił się Kristoff (ostatni film), a wraz z nim Boy (pierwszy film). Doszło do kilku spotkań, na których mnie osobiście nie było.
W tym momencie pałeczkę przekazuję Bartłomiejowi, aby napisał coś na temat spotkań...
El Ambasadore:
Ej ej ej Ty! Zapomniałeś o tym, że to była największa zima stulecia wtedy (przesadzam) i to ostro nam się udzieliła. W jaki sposób? Proste: wiem że trudno Wam w to uwierzyć, ale naprawdę grubo się zastanawialiśmy czy rzeczywiście chcemy nakręcić jakikolwiek film....Depresja, czy jak to tam nazwiecie. Mieliśmy już wtedy kamerę którą Radzio wyżebrał od kogoś ze znajomych/rodziny ale nikt nie chciał z nami nagrywać:/ Doszło do tego, że R zapytał: "Bartek, my kręcimy ten film czy nie", a ja westchnąłem i odpowiedziałem: "Nie wiem, Radek"
Dobra kończę te pierdoły bo mi się wywraca jelito na druga stronę...Przechodzę do treści!
Jak wspomniałem sama historia 11:23 to chore gówno wymieszane z granulatem...:) Tak powstawało wiele wersji skryptu... mało tego, opowieść o 11:23 nie skończy się kiedy nacisnę "Zapisz teraz", ona trwała, trwa i jeszcze trochę się z nią pomęczycie. A dlaczego? Czytajcie dalej!:)
Radzio z racji że nie miał wypranego mózgu, to nie chodził na nasze (Ja+Boy+Kris) spotkania, które były suto zakrapiane... kawą. Mówię Wam, jak raz strzeliliśmy sobie taką "neskafe" to do którejś tam w nocy nie spaliśmy (Boy chyba do 3), a same rozmowy o filmie przemieniły się w festiwal słownych karabinów maszynowych, orgie chodzenia po ścianach i walkę na spojrzenia. Było gęsto! Co z tego wyszło? Chyba po drugim piątkowym spotkaniu, kiedy już pojawiały się tematy typu: "A Ty co będziesz robił, jak będziesz już impotentem?". Kiedy mieliśmy już dość "neskafe" we krwi, postanowiliśmy, że czas wrócić do domów. Jak się skończyła ta posiadówa? Ja grałem w Harvest Moon na PSX do 1 AM, Boy ciorał do 3 AM w NFS:U2 a Kristoff...Kristoff napisał scenariusz, który był może bardziej szkicem. Wiem jedno, to co napisał niszczyło sutki i gniotło śledzionę:D Kolejne godziny mijały nam na pisaniu kolejnych modyfikacji skryptu. Skończyło się na decyzji, że ja to wszystko spiszę. Powstał scenariusz, nad którym też dyskutowaliśmy. (Boy naśmiewał się z jednego z moich monologów, co pewnie będzie robił do końca świata). W międzyczasie udało się znowu pożyczyć kamerę, która pomogła nam w realizacji "Radomska". Mogliśmy zaczynać. Mieliśmy:
- scenariusz
- 4 chłopa
- kamerę
- nie wiem może jakiś święty obrazek w szufladzie:D
Radzio;
(Radzio śpi:D)
Hmmm, no dobra, to może opowiem już ja:) Tak jak wspomniałem, mogliśmy nagrywać. Wbiliśmy się w garniaki, poprzesuwaliśmy meble w gościnnym pokoju tak żeby była widoczna tylko ściana, lampka i 2(słownie: dwa) fotele. Kristoff miał zrobić zdjęcia, ja miałem zagrać niejakiego XXX Boy Szatana, a Radzio? Radzio tylko siedział ze scenariuszem i mówił nam, co mamy mówić (tak, żaden z nas nie znał tekstu...) Mieliśmy jeszcze jeden genialny plan: chcieliśmy wszystko nakręcić jednego dnia. Co się nie udało? Generalnie wszystko tak naprawdę sprowadzało się do ciągłego żartowania (ja+Boy) oraz do nieustających wrzasków Radzia i Kristoffa, w których zawierali takie tezy jak: "Chłopaki, kończcie już bo muszę do domu już iść" albo "Nagrywamy bo już dłużej z tą kamerą nie wytrzymam" Jak widzicie było dosyć wesoło. Z racji, że to był był najprawdopodobniej wtorek i wszyscy mieliśmy czas w czwartek postanowiliśmy, że umówimy się na ten właśnie dzień żeby dograć zdjęcia. Oczywiście grubo podjarany pierwszymi zdjęciami do filmu od razu dokonałem dzieła "zrzucania" materiału na mój HDD. Pewnie się domyślacie, że i tym razem niezawodny był zestaw kaseta+wideo+tuner TV. Wszystko byłoby super gdyby nie fakt, że zdjęcia oceniłem na 2 (słownie: dwóję). Dlaczego? Ehm jakoś nie cieszył mnie widok gniazdka, kabli od kamery i kapci w kadrze. Rozumiecie co mam na myśli. Następny dzień zdjęciowy to był...nie wiem mam luki w pamięci (wiem, podawałem datę wcześniej ale teraz nie jestem pewny:))
Przyszedł czas na plener. Na początku mieliśmy się spotkać wszyscy u Kristoffa. Przybyłem na spotkanie punktualnie, Boy siedział już wcześniej. Brakowało czwartego elementu: Radzia. Kiedy wspomniana wyżej osoba przybyła, okazało się że z jakiś powodów nie może wejść do mieszkania... Radzio wybrał się na wycieczkę do Championa. Dodam, że była to wyprawa niemal ekstremalna. Czwarty element z tego co pamiętam był ubrany chyba w 3 bluzy naraz, jakąś dziwną czapę i do tego założył skórę z lat 80. Macie pełny obraz. Później okazało się, że strój Radosława za bardzo nie odbiega od normy kiedy porównamy z moim ubiorem:D Ubrałem się w skórę rodem z Matrixa, do tego dołożyłem neseser w którym spokojnie można by przemycić rękę samego szatana, dołączyłem gustowny golfik i spodnie z dziurą na tyłku, pełen profesjonalizm.
Udaliśmy się na plan, czytaj centrum handlowe przy Piastowskiej. Wybraliśmy późną godzinę, żeby nikt nie musiał oglądać naszych zakazanych eksperymentów. Tym wyborem trafiliśmy w samo sedno, do towarzystwa mieliśmy tylko stróża, który patrzył na nas dziwnie, ale nie przeszkadzał w realizacji tak cudownego projektu jak 11:23. Ustawiliśmy się, położyliśmy plecaki, mieliśmy się wymienić ubraniami i wtedy pojawił się motyw, który jest trudno zapomnieć. Kiedy Radzio miał zdjąć swoją skórę i założyć moją stwierdził, że się nie rozbierze! Dziwne! Twierdził że się przeziębi i takie tam. Po długich namowach Radosław zdecydował się obnażyć (no, może przesadzam) i naszym oczom ukazała się super modna "KOSZULA DRWALA"! Mamy tutaj do czynienia z okryciem ciała wykonanym z nie wiem czego oraz ubarwiony czarnymi paskami które tworzą kwadraty. Od tego czasu kiedy mówię Boyowi, że na jakiejś imprezie będzie Radzio i że będzie fajnie...Boy nie pyta o nic innego, tylko o to, czy Radzio założy koszulę drwala. (Wybacz Radziu!:D)
OK, ale przejdźmy do konkretów. Jesteśmy na "planie", kręcimy scenę. Pojawiają się ciągle jakieś nowe pomysły, wśród których nie zabrakło idei, jako że XXX jest tatą szatana. Stanęło na tym, że Boy oprze się o ścianę i będzie udawał jakiegoś żula. No to udawał. Miał nawet swoje "toboły". O co chodzi? W jednym ujęciu widać właśnie Boya a obok niego...taaak nasze plecaki z którymi zawędrowaliśmy na miejsce:) Miło. Oczywiście byliśmy tego zupełnie nieświadomi, bo po co?!:D
Następnie mieliśmy w planie podróż do mojego domu, który na jakieś 2 godziny miał się stać planem filmowym:) Postanowiliśmy, że kupimy jeszcze jeden rekwizyt w Zorzy. Teraz wyobraźcie sobie taką sytuację. Czterech gości wbija po zmierzchu do sklepu, wyglądają jakby w latach 80 ktoś wymyślił wehikuł czasu i przeniósł się w czasy nam obecne i do tego kupują worek na śmieci. Nietęgich min pań kasjerek nie trzeba tłumaczyć. Dodatkowo chyba je dobiłem, kiedy podniosłem neseser i położyłem go na jednej z zamrażarek, otworzyłem i odszukałem pieniądze, którymi zapłaciłem za worek. Po co nam worek na śmieci? Po to, żeby przykryć mojego trupa w kuchni. Wbrew pozorom stworzenie "folii koronera" nie było takie trudne-wystarczyło pociąć i posklejać kawałki. Finito!
Ale wróćmy do naszej podróży. Idziemy Targową. Przechodzimy obok parku, ciemno, pada deszcz, śnieg na ulicach. Grupa czterach, dość dziwnie wyglądających gości (my). Wiem, zakrawa o fragment scenariusza z gwałcicielami w rolach głównych... Nagle za plecami zauważamy jakiegoś chłopaka. Idze sam. W przypływie do mózgów substancji o nazwie książkowej "bania" postanawiamy zabawić się kosztem samotnika. No i wiecie, akcja typu rzucamy "kurwami" i "jebami", kątem oka widzimy, że chłopak przyspiesza. Do tego jeszcze wyciągnąłem z płaszcza klucz. Klucz ma to do siebie, że kiedy go ocieramy o siatkę to wydaje charakterystyczny dźwięk. Chłopak nas mija, nagle dostaje takiego speeda, że w mgnieniu oka znika z horyzontu. Obstawiam, że było to największe przeżycie wspomnianego gościa tego wieczoru. (Jeśli to czyta, niech się przyzna...). Później udaliśmy się na małe "odcedzanie kartofelków" do parku, nie zabrakło tekstów Boya, w których co chwilę informował nas ile się płaci za deptanie trawy, ekshibicjonizm i oddawanie moczu na drzewa w miejscu publicznym. Wróciliśmy do naszej wyprawy. W końcu przy użyciu teleportera o nazwie Łada przedostaliśmy się do przybytku rozpusty i grzechu czyli mojego domu. Oczywiście tak łatwo nie wystartowaliśmy. Nie obyło się bez dzikich harców przy dźwiękach przebojów lat 80 i szukania "sierściucha" w spodniach:)
Na planie, kiedy Boy i ja byliśmy gotowi(15 minutowe zabiegi w łazience) mogliśmy kręcić wszystkie sceny, których akcja rozgrywała się w pomieszczeniu. Przydał się tutaj pokój gościnny i kuchnia. Najlepsze momenty to te, kiedy scenę 2 minutową nagrywamy w 1h i kiedy gram trupa ze wzwodem:) Nie tracąc kończyn udało nam się dotrwać do ostatniego "klapsa".
Nadszedł czas na zrzucenie tego shitu na dysk oraz montaż. Teraz myślę, że połączenie mojej osoby z Movie Makerem nie było dobrym pomysłem, ale... wtedy myślałem inaczej. Zaczęło się. Setki godzin przed monitorem, hektolitry kawy, tona pizzy przyjęta na klatę; wszystko to przeżyłem, żeby tylko zmontować 11:23.
Później dokonaliśmy okładki na edycje z dwoma CD dedykowaną dla ludzi ze statusem VIP (FILM+KOZY Z PLANU) oraz oddaliśmy nasz film w ręce pani Kędry. No i czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy.
W końcu nadszedł nasz wielki dzień, ogłoszenie wyników. Pełni napięcia, oczekiwaliśmy na oficjalny werdykt. Powiem wam tylko jedno, kiedy nie słyszysz tytułu swojego filmu po tekście typu: "najlepszy film" czujesz ulgę i rozczarowanie, wszystko zwalnia, patrzysz na kompana, który też ma efekt bullet time, obserwujesz otoczenie. A kiedy słyszysz Ambasada Pictures i wbiegasz na scenę, czujesz... hmmm, no nie wiem co. To tak, jakbyś teraz zamknął oczy i obudził się podczas lądowania na plaży Omaha. Szok!
Uwaga; nagrody:
- Zajączek z czekolady z Lidla, który robił za statuetkę
- Kolekcja 3 filmów Jima Jarmuscha (żebyście się nie ślinili nie podam tytułów)
- Talon na pizze w Castteli (jakkolwiek należy to napisać:D)
- Najlepsze! Talon na nie wiem; 30 zł na jakieś ubranie z Plusa. :)
Nieźle nie? Wiem, wiem, wymiatamy:) Może było coś jeszcze ale teraz zapomniałem, jeśli ta rzecz to czyta, niech mi wybaczy...
Co się stało z nagrodami? Filmy od razu z Kristoffem obejrzeliśmy, pizze zeżarliśmy (Boy+Kris+ja), Radzio poszalał w Plusie za 30 zł. A co się stało z królikiem? Hmmm...
Zapomniałem. Jeszcze podczas samych Dni Kina pani Kędra załatwiła jakiemuś dziennikarzowi z radia wywiad ze mną:) Tak naprawdę to było inaczej, ale ładnie wygląda, nie?
Oka co było po tym? Wiecie lans, bounce i dziwki! Nie, tak nie było, były tylko pytania "Pani Berty":D, o których wolę nie pisać bo mogą kogoś ośmieszyć...
Tu mógłbym skończyć, ale u nas nic się tak łatwo nie kończy:)
Po tym co nagraliśmy, czuliśmy niedosyt, kombinowaliśmy, walczyliśmy ze sobą, powstawały kolejne, nowsze wersje, które wydawały się bardziej rozwinięte, lepsze. W następnym poście bedziecie mogli oblookać jeden ze scenariuszy który wysyłałem na pewne forum filmowe...
Radzio:
Tak wyspałem się, ogoliłem, pościeliłem łóżko teraz mogę coś dodać od siebie :P
Bartku oczywiście, że Ci wybaczam "Koszulę Drwala" XD
Koszula wykonana jest z grubego polaru. Czapkę miałem normalną i nie trzy koszule tylko dwie :P
Co do nagród to były dwa talony jedne zwędziłem ja, a drugi poszedł chyba do Kristoffa.
1 komentarz:
Jeżeli chodzi o rozumienie filmu, to ja należałem do mniejszości- za cholerę nie mogłem pojąc przeczytanego scenariusza. W głowie mi sie dopiero uporządkowało jak obejrzałem sam film:)
Prześlij komentarz