
Yo! Dzisiaj będziecie mieli okazję poczytać moje wypociny na temat Death Proof i Planet Terror! Tak, dzisiaj poważna dawka z karabinu, oj tak... zrobi z waszego mózgu tarkę i pozwoli wam pławić się we własnych rzygowinach! Żeby jednak tekst był jasny dla większości normalnych ludzi którzy swoją normalnością skazili ten blog objaśnię co kryje się za takimi pojęciami jak: Grindhouse, Death Proof, Planet Terror i kupa zmasowanego przez buldożer jelenia (no dobrze, jeśli wasze przerażone oczka wyrażają strach po przeczytaniu ostatniej części poprzedniego zdania to o kupie nie będzie nic).
GRIND HOUSE (n):
A theater playing back-to-back films exploiting
sex, violence, and other extreme subject matter.
Generalnie idea Grindhouse (czyt. grajndhałs) zrodziła się w USA. Nazywano tak kina w którym widzowie mogli nacieszyć oczka produkcjami filmu klasy B, miejscami klasy D albo totalnymi kaszanami klasy Z(jeśli w ogóle taka klasa istnieje). Jako że w języku angielskim wszystko ma swoją nazwę, taki filmy, pokazywane w Grindhouse, nazywane są "Exploitation". Obrazy tego nurtu charakteryzowały się soczystym językiem, ("kurwa, do chuja...), krwawymi akcjami ze wszystkimi broniami tego świata (...upierdolę ci tę jebane nogę piła mechaniczną mojego wujka), seksem we wszystkim możliwych odmianach i pozycjach(...potem będziemy się pierdolić jak bloki w Hiroszimie po ataku atomowym...) oraz banalnością fabuły(...później może skoczę na pizze i pogadam z chłopakami"). Wyróżniamy również nurt Blaxploitation, który różnił się tylko tym od Exploitation, że głównymi bohaterami byli Afroamerykanie którzy żyli w slumsach. Warto dodać, że jeśli człowiek ma na tyle porty beret żeby pójść na jeden taki film, to autorzy idei stwierdzili, że jeszcze jeden filmik klasy D nikomu nie zaszkodzi. Tak więc wybierając się do Grindhouse mamy dwie projekcje...ale to nie wszystko. Między filmami puszczane są zapowiedzi innych filmów klasy "D", czyli uczta dla fanów kiczu i ucinania kończyn i pół nagich kobietach, która w kościele ostatni raz były na swoim chrzcie...
Gdzie w tym wszystkim miejsce na Death Proof i Planet Terror? Oba filmy nie były nigdy wyświetlane w klasycznym Grindhousie, stanowią tylko nawiązanie do nurtu który lata świetności ma już dawno za sobą(lata '70, '80). Dlaczego i kto zdecydował się na wskrzeszenie chociaż na chwilę tej oryginalnej idei? Tym człowiekiem jest Quentin Tarantino, który razem ze swoim ulubionym kolegą po fachu Rodriguezem, powołuje do życia projekt Grindhouse. Warto zwrócić uwagę na sposób dystrybucji. W samych stanach mamy do czynienia z takim procederem:
1. Zwiastun: “Hobo with a Shotgun” - Jason Eisener/Rob Cotterill/John Davies. (Tylko w wybranych kinach)
2. Zwiastun: “Machete” - RR.
3. “Planet Terror.” - RR
4. Zwiastun:”Werewolf Women of the SS” – Rob Zombie.
5. Zwiastun: “Don’t” - Edgar Wright.
6. Zwiastun: “Thanksgiving” – Eli Roth.
7. “Death Proof.” - QT
(RR Robert Rodriguez QT-Quentin Tarantino)
A jak to wygląda w krajach nieangielskojęzycznych, jakby kto nie zauważył m.in w Polsce? Dystrybutor stwierdził że ludzie z tego kręgu nie wykmninią co to Grindhouse więc podzielili film na dwie części:
Grindhouse vol. 1. Death Proof
Grindhouse vol. 2. Planet Terror
Dodam że premiery obu części miały mała rozpiętość czasową (około 2 miesięcy)i że w na ekranach polskich kin nie zobaczycie wspominanych zapowiedzi. Krążyło wiele pomysłów na wyjaśnienie tej sytuacji, jednak kiedy przychodzi do głowy motyw pieniędzy problem jest rozwiązany. Pamiętam że była nawet petycja pod którą mogli podpisywać się kinomani, w której proszono o zachowanie idei Grindhouse jednak wszystko, mówiąc delikatnie, poszło się jebać...;/
Oba te filmy nie stanowią integralnej całości, opowiadają zupełnie inne historie, ale pomimo tego uważny widz wychwyci smaczki, które prowadzą stosowny dialog między Planet Terror a Death Proof.
Tak jak wspomniałem w Polsce nie było nam dane obejrzeć puszczanych pomiędzy filmami zapowiedzi. Na szczęście tylko teoretycznie bo w praktyce jest coś takiego jak youtube i tam możecie spokojnie obejrzeć wspomniane filmiki. Co prawda przeważnie są w niskiej rozdzielczości i mają niską jakość, ale warto je obejrzeć ponieważ każdy ma w sobie coś oryginalnego i były wyreżyserowane przez takie sławy jak:
Eli Roth
Edgar Wright
Rob Zombie
Robert Rodriguez
Quentin Tarantino
Linki do filmów znajdziecie na końcu posta.
Zastanówmy się gdzie mógłby zrodzić się tak absurdalny pomysł? Jest tylko jedna odpowiedź. A brzmi umysł Quentina Tarantino. Tylko jego mózg mógłby się wspiąć na wyżyny i opracować cudowny plan zniszczenia,jakim jest Grindhouse. Kupla do współpracy szukać daleko nie musiał, był nim wspomniany wyżej Rodriguez, który zdaniem wielu ludzi na tym świecie ma kicz we krwi. Ale co może mieć wspólnego z filmami klasy "D" taki wielki reżyser jakim jest Tarantino właśnie. Wystarczy cofnąć się o kilkanaście lat w przeszłość kiedy Pan Q. nie był jeszcze tak popularny jak jest dzisiaj. Pff... nie przesadzę jeśli napiszę że Tarantino znali jedynie sklepikarz u którego Q kupował kawę i pani bileterka. Co ma wspólnego z tym wszystkim bileterka? To że Q zamiast pilnie się uczyć namiętnie odwiedzał kino (do którego pierwszy raz zaprowadziła go matka)a później pracował w obskurnej wypożyczalni filmów właśnie klasy D. Teraz rozumiecie, że młodość spędził na oglądaniu filmów, które pochłaniał bez opamiętania. To właśnie dzięki nim wyrobił sobie skilla którym później zniszczył szeroką publiczność prezentując Pulp Fiction i zdobywając pierwszą nagrodę na festiwalu w Cannes (1994 r.). Wszystko staje się jasne Tarantino oddaje hołd temu co zrobił z niego człowieka jakim jest teraz... Rodriguez również silnie mentalnie jest związany z tym nurtem, poza tym świetnie się z Q. rozumieją więc nie było przeszkód by powołać do życia Grindhouse!
Zaczynamy ostro!
Na wstępie przepraszam wszystkich fanów Rodrigueza i jego filmów, ale Planet Terror poświecę mniej uwagi niż dziełu Mistrza Tarantino. Na osłodę wszystkim tym którzy zaczęli ostrzyć noże na mnie powiem,że właśnie od Planety Terroru zacznę.
PLANET TERROR

Jak wspominałem reżyserem jest RR. Chłopak nie odpowiada jednak tylko za reżyserię, był odpowiedzialny również za scenariusz a nawet muzykę! :)
Tak dobrze czytacie, człowiek orkiestra... Wszystko oczywiście kosztowało ogromne miliony. Jednak najbardziej ironiczne jest to że wydali miony żeby film wyglądał na wyprodukowany za parę kafli zielonych. Taki fetysz co poradzisz:)
Troszkę o fabule i postaciach. Możemy podziwiać paczkę konkretnie zrytych bohaterów, takich jak tajemniczy właściciel złomowiska(Wray), który przy pomocy dwóch noży potrafi zrobić niezłą młóckę. Przez cały film rzucane mu są belki...ups trupy pod nogi. Dodatkowym elementem stresującym może być dla niego fakt że jest głównym bohaterem filmu:) Gra go braciszek samego reżysera Freddy Rodriguez.

Obok niego w obranie ludzkości stanie kusząc tancerka go-go Cherry(Rose McGowan), która akurat przeżywa kryzys i tak mniej więcej na początku filmu traci nogę(nie żartuję:D).

Jest jeszcze Dakota(Marley Shelton ), urzekająco piękna pani doktor, która będzie zmuszona walczyć z własnym mężem.

Dorzućcie jeszcze charyzmatycznego właściciela smażalni steków, której chyba nikt nie odwiedza. Cały ten barwy obraz dopełniają tysiące zombie których jedynym celem jest zakażenie bądź zabicie zdrowych ludzi.
Zapytasz:"Skąd do ch...marchewki wzięły się tam zombie?" Proste. Do miasta które wkrótce zamieni się w planetę terroru przybywają zainfekowani marines(ich przywódcę gra Bruce Willis) dla których tajemniczy gaz jest jedynym wyjściem jeśli chcą normalnie funkcjonować. Żeby było ciekawiej sytuacją się komplikuje, seria niefortunnych zdarzeń tworzy ze spokojnego miasteczka istny burdel do którego nie można wejść bez AK47 czy shotguna! Tyle jeśli chodzi o fabułę. Prosta, nie? Oczywiście pojawiają sie zwroty akcji , których nie zamierzam tutaj zdradzać. Co tak naprawdę stanowi rdzeń ten produkcji? Powiem wam: niekończący się syf, latające flaki, 50 centymetrowe chuje, masakrowanie zombie oraz kilka innych atrakcji biura podróży Rodriguez...

Królują tutaj szalone motywy takie jak odcinanie jąder przy pomocy specjalnych nożyczek, slalom między zombie na motorynce, bieganie ,niemal, przez całą historię ze zwiotczałymi mięśniami dłoni i inne a w śród nich motyw który stał się znakiem rozpoznawczym tej produkcji. Pamiętacie może Cherry, tę striptizerkę która traci nogę? W trosce o kobietę właściciel złomowiska w pewny momencie instaluje swojej ukochanej M16 z wyrzutnikiem granatów...(jakieś większe gówno, którego nazwy nie znam i pewnie nie chce znać:D )taakkk cały Planet Terror.

Oczywiście tego typu motywów jest więcej, przedstawiłem tylko te które najbardziej wryły się w moją psychikę. Jeszcze o smaczkach. Jednego z marines zagrał sam Quentin Tarantino, postać którą gra wygłasza ciekawy monolog (który najprawdopodobniej napisał sam QT). W pewnym momencie z radia można usłyszeć o rocznicy śmierci Jungle Julie o której częściowo opowiada Death Proof. Warto wspomnieć o żołnierzach którzy w wolnych filach oglądają zapowiedz jakiegoś klasyk filmów klasy "D". Nie można zapomnieć o użyciu specjalnego filtru który ma symulować starą taśmę filmową, efekt ten potęguje dodatkowo klimat, jednak największym morderstwem jest efekt przepalonej kliszy oraz "zagubiona rolka"(obejrzycie zrozumiecie) Pewnie fanatycy znajdą ich jeszcze więcej, ja podaję tylko przykłady.
Coś o OST. Rządzi nuta która pierwszy raz pojawiła się trailerach które krążyły po sieci przed premierą filmu. Ma świetne brzmienie, które podbija do nieskończoności klimat. Większość soundtracku to wariacje pierwszego utworu. Pojawiają się oczywiście też inne motywy instrumentalne które trzymają wysoki poziom ale nie mogą konkurować z kawałkiem na początku. Zapomniałbym dodać, jest jeszcze fenomenalne "Too drunk to fuck", które wręcz emanuje lekkością oraz nieprzeciętnym, wpadającym w ucho rytmem.

DEATH PROOF

"Czym jest Death Proof?" można zapytać parafrazując tekst z kultowego Matrixa. Nie musicie szukać odpowiedzi, sam ją wam podsunę:) Świetnym filmem dla fanów klimatycznego kina, który spokojnie może sięgnąć po tytuł film kultowego(lubimy to określenie, kultowi są 4 pancerni, kultowi są Simpsonowie, nawet Gierek jest kultowy to dlaczego nie Death proof?) Jest też hołdem o którym pisałem wcześniej. A czym nie jest? Nie znajdziesz tam przepisu na sens życia, nie dowiesz się kto zabił Kennediego i innych tego typu podobnych spraw. Dla mnie jest to czysta rozrywka, oczywiście jak w każdym filmie można doszukać się jakiegoś morału( "Wiadro nosi wodę,
Póki dno nie odpadnie", czy może "Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka" ), ale tu liczy się fun i akcja.
Jeśli pojęcie akcji rozumiesz tylko i wyłącznie jako wynik mnożenia, pościgów samochodowych, ciągłych strzelanin, tony mięsa na masce, gwałtów co pięć minut to może zamiast oglądać film wyjdź o pobiegaj. Tarantino realizuje swój temat, ma swój unikatowy sposób tworzenia filmu, rozgrywa wszystko po woli a dynamizm pojawia się tylko przez chwilę. Quentin nie pokazuje tutaj czegoś nowego, przypomina tylko o swoim unikatowym stylu, w którym zakochało się miliony kino maniaków na całym świecie(w tych milionach ja.)Cechy charakterystyczne to: barwne i świetnie nakreślane postacie, nie ma w nich sztuczności, czuje się ich obecność obok podczas seansu. Co ci ludzi robią? Zastanówcie się co tak naprawdę zajmuje wam dużo czasu? Rozmawiają. Nie prowadzą patetycznych dialogów, nie rozważają nad sensem istnienia, po prostu rozmawiają. Wymieniają zdania na temat sposobu w jaki spędziły wieczór, opowiadają o swoich przygodach czy normalniej w świecie pierdzielą trzy po trzy. Do plusów należy zaliczyć również zdjęcia, które doskonale oddają tempo filmu, mamy tu zbliżenia, dużo planu ogólnego, wszystko wykonane na poziomie.

Przy okazji zdjęć zdradzę że mania Tarantino na punkcie kobiecych stóp przeżywa tu istny renesans:) Piękne, wymuskane stópki są praktycznie wszędzie. Prawdziwa uczta dla fetyszystów tej części kobiecego ciała. Warto dodać że i w Death proof nie obyło się bez efektu starego filmu, mamy tu kilka ujęć które mają wyglądać na amatorskie, pojawia się kilka zamierzonych montażowych kiksów; co wszystko pompuje klimat niemal do 10 potęgi. I tym razem nie obyło się bez zabawy kolorami i światłem. Wiem, że pisząc kolejny raz o klimacie powtórzę się ale nie ma innego słowa, widać to doskonale na każdej klatce...
Ale o czym opowiada Death Proof. Grupa przyjaciółek, wśród których jest Jungle Julie- znana didżejka radiowa, wybierają się do domku nad jeziorem. Postanawiają jednak wcześniej zabawić się w miejscowych barach.

Właścicielem jednego z nich jest postać grana przez Pana Q.

Wśród gości jest też tajemniczy Stuntman Mike(Kurt Russell), który nazywa swój samochód Śmiercioodpornym. Sceny w barze to niekończące się rozmowy i popijawa:) Wśród tego natłoku słów i gorzały jest też miejsce na muzykę. Kto oglądał któryś z poprzednich filmów Tarantino doskonale wie że muzyka stanowi integralną całość. Doskonale obrazuje to do ma miejsce na ekranie. Nie ingeruje tak mocno w montaż jak np. muzyka z filmów Kubricka , ale jest idealnym tłem. Nieraz masz złudzenie że piosenki zostały specjalne napisane dla tego filmu, podczas gdy tak naprawdę pochodzą głównie lat '70 i '80. Moim ulubionym kawałkiem z OST jest kawałek :"Down of Mexico". Świetny pod względem rytmu, idealnie zaśpiewany, na początku wydaję się być balladą by po chwili zamienić się w utwór który porwie na parkiet nawet trupa z Łodzi. Dlaczego tak dużo piszę o tym utworzę? Dlatego że jest tłem dla sceny która moim zdaniem może liczyć na miano kultowej i śmiało konkurować z pamiętną sceną tańca Travolty i Thurman z Pulp Fiction. Tak to nie przegięcie! Erotyzm jaki wylewa się z ekranu mógłby spokojnie być zlewany do butelek i sprzedawany w aptece zamiast viagry...Nie mówię tu jakimś natrętnym pokazywaniu golizny, obejrzycie zrozumiecie. Co jeszcze jest takiego wspaniałego? Sama aktorka(Vanessa Ferlito), nie jest idealnie zbudowana, w kilku kadrach widać uroczy brzuszek, nie chodzi ubrana w lateks, nie bije pejczem, po prostu subtelny erotyzm. Dla wszystkich którzy nie wytrzymają do tej sceny posyłam link:
Smaczki:
W jednym z odwiedzanych klubów widnieją plakaty szlagierów filmów klasy "B". Jedną z głównych bohaterek jest Jungle Julie o której jest mowa w audycji radiowej w Planet Terror. W Death Proof przez parę minut pojawia się Dakota, pani doktor PT. Zoe, która popisuje się zdolnościami kaskaderskimi w życiu prywatnym też jest kaskaderką. Aktorka która gra Cherry w PT również pojawia się w DP. Jako kto? Zgadnijcie, podpowiem że ma nogę:D W sieci krąży jeszcze wile plotek kto z kim spał i dlaczego, ale skupiam się tylko na szczegółach które udało mi się wychwycić osobiście(większość nie jest odkrywczych.)

Co do wszelkich komentarzy internetowych i prasowych przeczytałem, że film został okrzyknięty "najbardziej kobiecym filmem roku", a sam autor największym reżyserem-feministą ile w tym prawdy oceńcie sami:D
Mnóstwo widzów nazwało ten film, nudnym, przegadanym, filmem bez sensu, większość rozczarował koniec. Ja nie zaliczam się do żądnej z tych grup. Uwielbiam Tarantino i to co robi, uwielbiam patrzeć jego oczyma na świat, kocham go za jego podejście do filmów.
Swego rodzaju podsumowaniem będzie dialog który wywiazał się podczas jedenj z moich rozmów z Justyną:
J:"Normalnie jedziesz o takich filmach, śmiejesz się ze wszystkiego, wytykasz palcami. A kiedy Tarantino robi taki film od razu chcesz oglądać <
B:"Właśnie dlatego że jest to Tarantino":)
Tym pozytywnym akcentem kończę przydługawą notatkę.
PS. Co do OST to musicie go posłuchać, albo zastrzelę, powinno starczyć za rekomendację!
PS.2 Zapowiedzi nie istniejących filmów(chociaż chodzą słuchy że "Machete" ma stać się pełnometrażową produkcją).Miałem dla Was pełne wersje filmów na Stage6, kiedy zaczynałem pisać filmy były a teraz kiedy kończę administracją rozkminiła o co biega i usunęła zarówno DP jaki I PT. To było zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe:D Pozostaje wam edycja DVD. Bye!
Hobo with a shotgun
Machete
Werewolf Women Of The SS
Don't
Thanksgiving
