Yo! Kiedy wszyscy kolejno będą się z wami witać ja wcisnę może między wpisami historię naszej wesołej wytwórni:) W końcu wszystko na świecie ma swoją historię i tak samo jest z nami... wiem, wiem pod tym względem akurat jesteśmy normalni. Bez niepotrzebnego pierniczenia zaczyna z grubej rury:)
Ambasada Pictures powstała...no właśnie najśmieszniejsze że nikt tego nie wie,ponieważ nigdy nie prowadziliśmy żadnych archiwów, notatek, nigdy nie nadawaliśmy członkostwa, wszystko to dzieje się na tle szeroko pojętej umowy słownej. Ale żeby obietnica się spełnił to cofnijmy się o jakieś 4 lata..
Jest rok tak na oko 2003, może 2004. Nie pamiętam dokładnie, nie pamiętam też co działo się na świecie ale wiem że właśnie w okolicach roku 2004 wystartowała Ambasada. Od czego to wszystko się zaczęło? Od aparatu fotograficznego HP Kristoffa, który poza robieniem zdjęć był w stanie nakręcić kilku sekundowy film w piekielnie niskiej rozdzielczości. Kiedy brat zakupił ten cudowny sprzęt od razu chcieliśmy przetestować to cacko:) (Uwaga wszystkich ludzi o słabych nerwach proszę o pominięcie tego fragmentu.) Pojawił się pierwszy "film". Poszaleję i zapodam wam opis fabuły, tak, tak miał fabułę. Okej, na kiblu siedzi gościu (niżej podpisany), czyta gazetę i sra. Odbiera telefon: "A siedzę na kiblu, czytam gazetę i sram." Odkłada komórkę, po chwili dzwoni telefon stacjonarny. Bohater zrywa się z kibla, biegnie do pokoju w którym wala się mnóstwo flaszek po różnych napojach wyskokowych, odbiera telefon i krzyczy do słuchawki :"Waaaaazzzzzap!" Napisy końcowe. Wiem niesamowicie ambitne nie powiem, ale miałem chyba w tedy całe 15 lat i podjarany byłem dokładnie tym filmikiem
Oczywiście z racji że ja nie miałem wtedy jeszcze kompa to całość zmontował mój brat w cudownym programie Windows Movie Maker. Wszystko byłoby okej gdyby nie to że dźwięk i obraz były od bani a w scenie w pokoju obraz był niemalże czarny, ale takie są początki, co poradzisz:) Co do montażu, brat wrzucił urywak tamtej reklamy do tego filmiku, wyglądało to tak jakbym się darł do jednego z czarnuchów z telefonem. Jaka jest puenta do tej części: kumpel Kristoffa po prezentacji "dzieła" zupełnie poważnie zapytał: "A skąd wzięliście Czarnucha?" Ręce i cycki opadają:D To by było na tyle pierwszej części historii Ambasady, w drugiej napisze jaka jest geneza nazwy naszej wytwórni (przypominam że w momencie kiedy kręciliśmy pierwszy filmik nie mieliśmy jeszcze nazwy:)oraz opowiem o pamiętnej wyprawie po ośkę i innych wesołych rzeczach.
PS. Jeśli uda się odszukać wyżej opisywany filmik w odmętach dysku to na pewno umieszczę go na youtube.com i będziecie mogli oblookać jak to wyglądało.
PS2. Wybaczcie za moje dziury w pamięci, może w tym momencie zapominam o ważnych wydarzeniach, ale może kiedyś przypomni mi się jakiś ciekawy detal o którym napiszę. Poza tym poprosiłem Kristoffa żeby też coś naskrobał i myślę że może mnie poprawi w paru miejscach albo napisze o czymś o czym ja zapomniałem:D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz