23 listopada 2007

Historia Ambasady Pictures Part Two

Witam na lekcji historii numer dwa:) Dzisiaj poznacie odpowiedzi na tak nurtujące was pytania jak: skąd nazwa Ambasada Pictures, co człowiek taki jak ja robił w gimnazjum oraz ile win domowej roboty można wypić podczas jednego tygodnia w parku(to ostatnie z dedykacją dla Eweliny G.:))Wiem że może w którym momencie stwierdzicie że za dużo piszę o sobie a nie o samej Ambasadzie, ale co poradzicie moje życie jest nierozerwalną częścią tej skromnej wytwórni a to co się działo w moim i Kristoffa życiu wpływa niesamowicie na Ambasadę.

Wcześniej wspominałem jak wyglądał nasz pierwszy filmik, teraz trzeba napisać o tym co działo się później. Nie muszę chyba mówić że wierny HaPek był silnie eksploatowany, brat praktycznie codziennie zabierał go do swojej szkoły i tam nagrywał przeróżności np. filmik z żywą kurą biegającą po szkole, albo shoty kumpli Kristoffa którzy sikają na pobocze z pędzącego pociągu i wiele wiele więcej:) Co później z tym robił? Starał się montować podkładać muzykę żeby to jakoś wychodziło. Wiem pewnie wyda się wam idiotyczne kiedy pomyślicie sobie że łączył ze sobą jakieś głupoty, ale kiedy patrzę przez pryzmat czasu to muszę przyznać że chyba było to jego pasją i nie robił z tego obowiązku, po prostu świetnie się bawił... A czy my obaj nagrywaliśmy? Oczywiście! Trzeba przypomnieć że mniej więcej w tym czasie na fali popularności był Jackass. Wręcz marzyliśmy żeby nagrać coś głupiego, akcje typu wbijanie się z jak największej wysokości w śnieg czy próby zrobienia firebąka były normalnością. W klasie (pani Mytych)mieliśmy najróżniejsze pomysł wspomnę tu o holowaniu wózka z przymocowanym do niego kiblem(wraz z osobą czytającą gazetę), czy próbach namówienia Miśka żeby się zrzygał w Championie, jeśli powiem że chcieliśmy wszytko spalić co się rusza i obrzucać Czyża gównem to chyba tylko dopełnię ten uroczy obrazek.Dlaczego nie nagraliśmy tego wszystkiego? Proste nie mieliśmy kamery...Może to lepiej dla nas i naszych genitaliów. Teraz przynajmniej widzicie jak mieliśmy nasrane w głowach.
Może teraz coś nie coś o tym skąd mamy taką a nie inną nazwę. W kilku miejscach w internecie można odszukać nick elambasadore. Ale o tym już może już w następnej notce...:)

Brak komentarzy: