Okej chamy, Krogul wam pojechał, nikt nie mówił że będzie wiecznie wesoło na blogu! Nieprzeciętnie się wkurwi*śmy , tak być dalej nie może, zabieramy się za promocje tego typu imprez, wśród znajomych, na forach i na tym pomylonym blogu! Okej ale ja nie o tym, dzisiaj pojawią się obiecane fragmenty z życia Ambasady.
Okej jak wspomniałem na kilku internetowych stronach możecie odszukać nick elamabasadore, dlaczego taki pseudonim artystyczny obrałem? Znowu wracamy do cudownych czasów gimnazjum które charakteryzowały się czystym szaleństwem, wszystko ograniczało się pierdzielaniu głupot w parku, popijaniu win od Czyża którym jakimś cudem potrafił 3 razy w tygodniu przynieść do parku chotte de jabol rocznik rok wcześniej stworzony w czyżowych piwnicach. W tamtych czasach działo się naprawdę bardzo dużo pod tym względem ...Normalny dzień: Z Orzinem przyjeżdżamy autobusem do parku, przychodzi Zgred, przychodzi Czyżu z Damianciem, pierdzielimy głupoty, testujemy co tam Czyżu wyhodował w podziemiach, przychodzi Kristoff który wybiera się na pierwszą lekcję do swojego liceum .
Dlaczego o tym piszę? Na pewno nie po to żeby napisać jaki to kozak byłem, bo wcale tak nie myślę, przeciwnie, powiem że mi wstyd, ale to historia Kristoffa, moja i Ambasady. Cały ten stan ma wspólnego z pierwszym filmem w którym pojawia się nazwa Ambasada Pictures oraz moja ksywka El Ambasadore.
Ale dlaczego Ambasada? Proste z tego całego pierniczenia załapaliśmy banie że będziemy nazywać się Ambasadorami, Kristoff- Ambasador Kuby, Misiek-Ambasador Meksyku , ja-Ambasador Jamajki. Oczywiście było jeszcze kilku Ambasadorów, ale teraz nie pamiętam dokładnie jakich krajów. Później te nicki pojawiły się na różnych vlepkach które rozklejaliśmy po całym mieście...(to już inna historia)Myślę że już załapaliście; mając nicki Ambasador of....nie musieliśmy daleko szukać nazwy dla naszej wytwórni. Mało kto wie, ale na początku słownie lansowaliśmy nazwę "Wytwórnia win i filmów Ambasada" Całość się spodobała, nie ma złego brzmienia, można doszukać się nadinterpretacji samej nazwy itp.
Ok wiecie już teraz dlatego tak się nazywamy, teraz czas na pierwszy film w którym pojawia się nazwa Ambasada Pictures. Film opowiada o...no właśnie legendarnej już wyprawie "Po ośkę"(miałem zepsute koło i miałem zamiar kupić ośkę jednak wszystko wyszło inaczej:)). Co my tam mamy, paru dobrych znajomych kupuje fresco i wybierają się na cegielnie w celu konsumpcji, film pseudo dokumentalny, koniec. Całość nagraliśmy sławnym aparatem HP (w kilku miejscach filmu pojawiają się zdjęcia-ograniczenia karty pamięci i samych baterii). Teraz trochę refleksji: kiedy to montowałem (pierwszy mój osobisty montaż)i oglądałem z występującym wszystko wydawało się cool i jazzy. Teraz jest inaczej, człowiek wtedy mniej wiedział o życiu i inne tego typu pierdoły, patrząc na to teraz wstyd mi za to że wrzuciłem tam piosenkę Boba M tylko dla tego że miała fajny dźwięk. Głupi wydaje się pomysł picia na jakimś odludziu żeby zabić nudę i porobić coś śmiesznego...Człowiek się zmienia, ale kończę już marudzić, oglądajcie:
Jak widzicie w początkowej fazie naszej "twórczości" trudno doszukać się jakiś przesłań, psychologii, fabuły...Ograniczaliśmy do powiedzmy twórczości dokumentalnej. Szalone czasy gimnazjum kończą się a wraz z wkroczeniem do burdelu zwanego liceum następuje przełom, ale o tym później....:)
Na sam koniec parę newsów: filmik jest na Stage 6 - alternatywy dla youtube.com, która baaardzo nam przypadła do gustu. Dlaczego? Proste: spokojnie możemy wrzucić plik o wadze powiedzmy 500 mega, filmik nie musi mieć do 10 minut, obraz może mieć wysoką rozdzielczość, więc nie ma strat jeśli chodzi o odbiór wizualny, ostatni plus-jeśli chcecie możecie spokojnie pobrać film na dysk i cieszyć(?)się nim:D
Kolejna nasze produkcje będą miały premierę na tym właśnie serwisie, oczywiście później pojawią się również na youtube z racji popularności tej usługi...
To tyle w tym odcinku. W następnym razem z radziem opowiem coś o filmie "Radomsko"...
3 komentarze:
Chyba jednak się cieszę, że dołączyłem nieco później... passe, merde, żenua. Ot co ;).
Akurat użycie "Buffalo Soldier" to IMO jeden z plusów tego filmiku. Ale do reszty pasuje opinia Krogulczasa
Nie no... technicznie fajnie, tylko treść płytka.
Niczym hiphopowcy zaczynamy w rynsztoku, na ulicy z winem za 3,5zł w ręce :P
Prześlij komentarz