24 listopada 2007

Kultura zaczyna się tutaj, chamie!

Koszuleczka założona, mordunia umyta, psiocha podmyta- można pisać.
Chamie! Zastanawiałeś się kiedyś, kim jest Bóg? Jeżeli tak, to źle trafiłeś. W tym miejscu, tutaj, o właśnie tu gdzie czytasz a ja piszę (dobra, możesz nad tym czasowym paradoksem pomyśleć), znajdziesz ciekawą opinię. O „Klubie Filmowym” w Miejskim Domu Kultury.
Chamie! Zapewne niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak kapitalne jest to miejsce. Jak niesamowite filmy są tam puszczane. Przypomina się Wam o tym, kiedy przyjedzie Stasio Różewicz do swej małej ojczyzny- wtedy to nie ma gdzie ogórka kiszonego ergo pomniejszonego wsadzić. Ledwie dwa tygodnie temu tak było. Stasia widziałem, napomniałem o nas już przy wyjściu. Ale swoje pięć minut miałem. Jak każdy kto tam był. Każdy z kilkudziesięciu dostał swoje pięć minut z hitowcem kinowym z naszego miasta, mającym delikatnego fioła na punkcie II wojny światowej.
Chamie! A spójrz Ty co było wczoraj. „Matka królów” była wczoraj! Powiem o tym filmie parę słów, które oddadzą wszystko co można o nim powiedzieć: zamiast latami biadolić, gaworzyć, pitolić, wymyślać, zmyślać, folgować, fantazjować słowem- pieprzyć o komunie, pokazaliby mi ten film. Po raz pierwszy naprawdę ucieszyłem się, że nie żyję w czasach PRL. Historia matki, Łucji Król, wdowy z trójką dzieci i jednym pogrobowcem w łonie, która musi najpierw wiązać koniec z końcem po śmierci męża w sanacyjnej Polsce z 1933 roku, potem przeżywa II wojnę, a następnie widzi jak jej czworo dzieci, wychowanych przez partię, zostaje następnie przez tę partię jednak zdradzone („partia rządzi, partia radzi...”) jest czymś, co można tylko zobaczyć. To swego rodzaju reportaż o tym, jak jeden syn, który przeżył gestapowców na Szucha i Oświęcim dla partii po to tylko, aby zostać przez partię zakatowanym. To historia mężczyzny, który silnie trzyma się partii, ma z niej wszelkie korzyści, ale jest wyklęty przez rodzinę. A najmłodszy? Ten, któremu matka nadała imię po ojcu? Wyrzeka się swego katowanego brata w imię idei. Odrzuca możliwość ułaskawienia, przyznając się do napadu „aby być dobrym obywatelem Polski Ludowej” i zostawia swoją brzemienną dziewczynę. Jest też jeszcze jeden brat, ale to skończony pijak. Szkoda, bo chociaż wierny matce, a niewierny partii, to nic nie jest w stanie wskórać.
Klemens, Zenon, Staś i Roman. Wszyscy zostali tak naprawdę wrobieni, oszukani, zdradzeni.
Chamie! A czy wiesz, kim byli jedyni widzowie na seansie? Ja i El Ambasadore. No i dwójka organizatorów. Marnować okazję do poznania prawdziwej kultury- dewiza chama. Czy Twoja dewiza? Pomyśl nad tym.



Najbliższe wieczorki odbędą się 7 i 14 grudnia, o 17.00 w Fabryce Snów (w miejscu dawnej komendy policji). Wstęp jest przecież bezpłatny, chamie. Nie zajrzysz na „Hotel Ruandę” siódmego? Albo na „Amores perros” czternastego? Kisić u Berty będziesz najprędzej znając życie. Trać okazje obeznania i nabycia krztyny kultury dalej. Dalej na tym zajdziesz, chamie.

Pozdrawiam
krogulczas

3 komentarze:

Piotr pisze...

I całe szczęście, że się do takiej kultury, co chamami nazywa wszystkich naokoło (na mało (jeszcze) poczytnym blogu), nie zaliczam. Bo mnie też na owej proojekcji nie było (że z nieco innych powodów niż przeciętnego Radomszczanina, to już inna sprawa). Krogulczas, ty chyba powinieneś najlepiej wiedzieć, że bez odpowiedniego marketingu nikt na nic takiego nie pójdzie. A ten świstek to nie jest marketing, tylko kartka jak z repertuaru MDK (choć im zdarzało się bardziej zainteresować mnie filmem).

Gdzie tysiąc słoni?

(trzeba chyba lurkerów ośmielić do pisania komentarzy :P )

krogulczas pisze...

Ekhm... bo to jest kartka z repertuaru MDK, chamie ;).

Anonimowy pisze...

Ejże, spokojnie, Krog. Ludzi do podziwiania sztuki nie namówisz siłą. A już na pewno przez obrażanie ich. (Pisze to człowiek, który niegdyś nie obejrzał „Nikotyny” w MDK-u bo był jedynym chętnym :P) Piszesz, że tak mocno podziała na ciebie treść. Ale szczerze mówiąc, myślisz, że tak gwałtowną reakcję wywołałbyś u większości swoich rówieśników? Zapytaj choćby co sądzą o lustracji- większość albo ma to w dupie, albo będzie ci klepała frazesy o potrzebie zapomnienia.(Tak jakby ludzkie skur…syństwo mogło się przedawnić w ciągu śmiesznych kilkunastu lat). A kto chociażby skomentował moje notki dotyczące przeszłości?:(
„Matkę Królow” widziałem tylko częściowo- zdaje się, że leci teraz na Kino Polska, to nadrobię zaległość. Ale powiem ci coś o autorze powieści- Kazimierzu Brandysie. W latach stalinizmu był gorliwym wyznawcą wujka Soso, polecał donosicielstwo nawet w stosunku do własnej rodziny. Napisał m.in. opowiadanie „Nim będzie zapomniany”- paszkwil na Miłosza. Po roku 56 „psim swędem” zwietrzył koniunkturę i nagle przechrzcił się na antykomunizm. W tym właśnie okresie wydał „Matkę Królów”(1957). Później chciał zostać ulubionym pisarzem „Solidarności”- przeszkodził mu w tym jego wydawca. Postawił taki warunek- dobrze, będziemy wydawać twoje „opozycyjne” powieści, ale wznowimy też dzieła z lat pięćdziesiątych. Na co Brandys miał wylecieć z wydawnictwa z okrzykiem, że go „szantażują”. :) Jest on może najbardziej groteskowym przykładem procesu produkcji w Polsce „autorytetów moralnych.” Niestety, innym się powiodło bardziej. Przykładem z filmowego poletka jest choćby Wajda.
Poza tym „kto jest bez grzechu…” :) Mam ci przypomnieć jak było z „Szewcami”? :) I po raz drugi przypominam o „Kolumbach”- długie, ale warto. Powinno cię trafić jeszcze mocniej.
Przepraszam, że długo i trochę offtopikowo, ale wreszcie ktoś wdepnął na moje podwórko. Bloga śledzę z uwagą. No skoro już dochodzicie do powstania „Radomska”… Geez, jaki ja stary już jestem, że pamiętam te czasy:)
Pozdro